Loretta siedziała na łóżku. Myślała o tym wszystkim...o tym jak to się potoczy. Miała brata. Ale co z jej rodzicami? Granger'ami?! Musiała do nich napisać. Szybko wzięła kawałek pergaminu i pióro. Po chwili zaczęła pisać:
Drodzy "Rodzice"!
Ostatnio dowiedziałam się, że nie jestem waszą córką. Jak to możliwe? Wytłumaczcie mi to, proszę.
Z uszanowaniem "Hermiona" Loretta Nott "Granger"
Wzięła list i poszła do sowiarni. Wzięła pierwszą lepszą sówkę i przypięła jej kawałek pergaminu do nóżki. Sowa odleciała. Wyszła z sowiarni i zobaczyła Rona, Harry'ego i Ginny. Natychmiast do nich podeszła.
- Ooo...WITAJ GRANGER. A NIE, PRZEPRASZAM NOTT! - krzyknął do niej Ronald.
- O boże. Przyszłam do HARRY'EGO I GINNY, NIE DO CIEBIE WIĘC ODPIEPRZ SIĘ ODE MNIE RUDZIELCU GEJOWSKI! - warknęła na niego Lore. - Harry, Ginny. Mogli byście dalej mówić na mnie Hermiona? Dziwnie się czuję z imieniem Loretta. Z resztą jak chcecie...
- Pewnie że możemy - odpowiedział jej z uśmiechem Harry.
Odwzajemniła uśmiech.
- No to..pa? Muszę już iść. Cześć - powiedziała im Lore na pożegnanie i pomachała ręką.
Loretta poszła w stronę wspólnego pokoju Ślizgonów. Poszła do swojego dormitorium i nikogo tam nie było.
- Pewnie poszli się najebać - szepnęła sobie do siebie.
Usiadła na łóżku i do jej pokoju wleciała sowa, którą rano wysłała do swoich rodziców. Odwinęła mały liścik i przeczytała.
Droga "Hermiono" Loretto!
Bardzo Cię przepraszamy...nie powiedzieliśmy Ci. Pewnego dnia po prostu znaleźliśmy cię pod drzwiami. Nawet nie wiedzieliśmy kim jesteś. Potem wszystko się okazało. Przepraszamy Cię.
"Rodzice"
Loretta przeczytała list i uśmiechnęła się do siebie. Nagle do pokoju wpadli Draco i Blaise.
- Gdzie Theodor, Nott? - zapytał Malfoy.
- Możesz mówić mi po imieniu?! Już nie jestem brduną szlamą, jak sobie myślisz! - warknęła do niego Lore.
- O BOŻE. Uważaj bo się spocisz. Wiem, LORETTO - podkreślił słowo "Loretto" - i wiem też, że szukamy THEODORA nie CIEBIE. Widziałaś go?
- Nie. Od rana go nie widziałam.
- Aha.
Malfoy z Diabłem odeszli. Loretta wstała z łóżka i poszła za nimi. Też była ciekawa gdzie jest Theo. Niby go tyle nie znała, ale czuła że łączy ich wspólna więź. Nagle zobaczyła opierającego się o mur Theodora całującego się z Ginny.
- THEODOR! - krzyknęła pchając go.
- E, e, e! Siostra, spokojnie...ja wiem, że jesteście przyjaciółkami ale... - odpowiedział jej z ironicznym uśmieszkiem podobnym do Draco.
- ALE CO? Tak propos Malfoy i Zabini cię szukają.
- Gdzie są?
Nie dał jej odpowiedzieć tylko odszedł. Loretta podeszła do Ginny i powiedziała:
- CO TO BYŁO?
- Eee...pocałunek?
- BOŻE! GINNY!
- Zakochałamsięwnim - rzuciła szybko Ruda.
- JAK TO? W MOIM BRACIE? PRZECIEŻ BLAISE CIĘ KOCHA! - krzyknęła i zdała sobie sprawę, że posunęła się za daleko.
Przyjaciółka spojrzała na nią ze zaszklonymi oczami. Po czym pobiegła do toalety. Całą rozmowę widział Ron.
- JAK ŚMIESZ DRZEĆ SIĘ NA MOJĄ SIOSTRĘ, NOTT!
- Widać śmiem - odpowiedziała i niewiedząc czemu uśmiechnęła się perfidnie.
- Jak śmiesz! - krzyknął i złapał ją za szyję.
Weasley złapał Lorettę i podniósł ją do góry. Ta klnęła na niego ale on nie reagował. Spuścił ją na ziemię i ją spoliczkował. Gdy już miał ją kopnąć w brzuch nagle poczuł gdy ktoś z tyłu go szarpie. Szarpnął go Theodor, który widać było że był strasznie zły.
- Wieprzlej! JAK ŚMIESZ PODNOSIĆ RĘKĘ NA MOJĄ SIOSTRĘ! - krzyknął Theo i rzucił nim o ścianę.
Zaczął go policzkować, a Loretta patrzyła na to przerażona. Nagle podszedł do niej Draco i wziął ją na ręce.
- Co ty robisz? - spytała Lore.
- Ratuję cię - odpowiedział uśmiechając się szczerze.
Zaniósł Lorettę do Skrzydła Szpitalnego i powiedział o wszystkim pani Pomfrey. Po czym poszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów i usiadł na kanapie. Był tam sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz