Hermiona szybko wstała z łóżka, po prostu z niego spadła. Zdała sobie sprawę, że nie może zbliżać się do Draco...to był tylko sen. Przyśniło jej się to.
- Granger, idziesz z nami na śniadanie? - usłyszała głos Theodora.
- Jak mi się zachce to pójdę. Dzisiaj chyba nie zjem śniadania.
- Yyy...no to okej...
- Możecie już iść.
- Dziękujemy za pozwolenie - wtrącił się Blaise do ich konwersacji.
- Z tobą murzynie z dalekiej afryki nie rozmawiam, więc łaskawie zamknij mordę.
- Uuu..ale mi pojechaaałaś!
- Te wasze kłótnie są już nudne, ogarnijcie downy i idziemy - mruknął Draco.
- Z TOBĄ TEŻ NIE ROZMAWIAM PIEPRZONY ARYSTOKRACIE! - krzyknęła do Dracona i wyszła z hukiem z pokoju.
- Noo...dziwnie na nią działasz..czyżby się w tobie zakochała? - Theodor dodał z ironicznym uśmiechem.
- Zamknij się. Idziemy, bo zaraz ktoś z was może ponieść straty - warknął Malfoy.
I poszli na śniadanie. Na śniadaniu nie było Hermiony, pewnie gdzieś zakuwała.
***
Hermiona szła przez korytarz szepcząc coś do siebie, skarżąc się na tych arystokratów. Była strasznie wkurzona i nagle zobaczyła Ginny, Rona i Harry'ego którzy stali czekając na Zielarstwo. Podeszła do nich i powiedziała;
- Cześć. Gdybym nie była z tymi pieprzonymi arystokratami teraz byłabym z wami. Wolę Gryffindor niż Slytherin...jeszcze pokój z Malfoy'em.
- DALI CI POKÓJ Z MALFOY'EM?! - oburzył się Ron
- Taa..niestety.
*C.D.N*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz